Starzenie się jest w modzie: między kultem młodości a zgodą na upływ czasu
Coraz więcej osób świadomie rezygnuje z tej „walki” i zaczyna redefiniować starzenie jako proces, który nie wymaga korekty. Siwe włosy, zmarszczki czy zmiany w wyglądzie przestają być ukrywane, a stają się widoczne i akceptowane.

Przez ostatnie lata obserwowaliśmy wyraźną zmianę w sposobie myślenia o wieku. Czterdziestka miała być nową dwudziestką, a sześćdziesiątka - nową czterdziestką. Starzenie przestało być granicą, a zaczęło być projektem do zarządzania. Dłuższe życie w dobrej formie, aktywność, estetyka i sprawczość stały się nowym standardem.
Można powiedzieć z dużą dozą pewności, że jest to pozytywna zmiana. Wydłużenie życia i poprawa jego jakości pozwalają dłużej korzystać z możliwości, które kiedyś były zarezerwowane dla młodszych. Jednak wraz z tą narracją pojawił się mniej oczywisty efekt: presja, by nie wyglądać i nie czuć się już „na swój wiek”.
W efekcie starzenie przestało być naturalnym procesem, a zaczęło być czymś, czemu należy przeciwdziałać. Pielęgnacja, zabiegi, styl życia, wszystko zaczęło służyć jednemu celowi: zatrzymaniu czasu lub przynajmniej jego spowolnieniu. Granica między dbaniem o siebie a walką ze sobą zaczęła się zacierać.
Dziś obserwujemy wyraźny zwrot w przeciwnym kierunku. Coraz więcej osób świadomie rezygnuje z tej „walki” i zaczyna redefiniować starzenie jako proces, który nie wymaga korekty. Siwe włosy, zmarszczki czy zmiany w wyglądzie przestają być ukrywane, a stają się widoczne i akceptowane, noszone z dumą.
To jednak nie jest prosta zmiana narracji. To raczej napięcie między dwoma podejściami. Z jednej strony wciąż istnieje potrzeba korzystania z życia, utrzymania energii i sprawczości jak najdłużej. Z drugiej pojawia się potrzeba zgody na to, że czas działa i że jego ślady są naturalne.
Współczesny konsument funkcjonuje więc w stanie pewnego paradoksu. Ma być jednocześnie „ponad wiekiem” i w pełni go akceptować. Dbać o siebie, ale nie za bardzo. Starzeć się, ale „dobrze”.
Nowy trend akceptacji starzenia polega więc na zmianie intencji. Chodzi o to, by przestać traktować czas jak przeciwnika. W tym sensie starzenie przestaje być problemem do rozwiązania. Staje się czymś, co można po prostu dopuścić.