De-influencing jako bunt przeciwko systemowi
Coraz więcej użytkowników świadomie ignoruje, a nawet blokuje twórców, którzy przez lata byli dla nich punktami odniesienia. To nowe zjawisko może być efektem zmęczenia, nie tylko nadmiarem treści reklamowych, ale samą ideą, że ktoś powinien mówić nam, co kupować i kim być.

De-influencing nie jest już tylko trendem zakupowym. Coraz wyraźniej staje się zjawiskiem społecznym, formą sprzeciwu wobec tego, jak działa współczesna hierarchia wpływu.
Przez lata media społecznościowe odtwarzały strukturę przypominającą piramidę. Na jej szczycie znajdowali się celebryci i influencerzy, którzy wyznaczali standardy stylu życia, konsumpcji i aspiracji. Reszta obserwowała, porównywała się i - w wielu przypadkach - próbowała nadążyć. Dziś ta struktura zaczyna się rozpadać.
Coraz więcej użytkowników świadomie ignoruje, a nawet blokuje twórców, którzy przez lata byli dla nich punktami odniesienia. To nowe zjawisko może być efektem zmęczenia, nie tylko nadmiarem treści reklamowych, ale samą ideą, że ktoś powinien mówić nam, co kupować i kim być.
Influencerzy, którzy kiedyś budowali relację na autentyczności, dziś w wielu przypadkach zaczęli przypominać nośniki reklam. Rekomendują wszystko, często bez wyraźnej selekcji, i bez konsekwencji. W efekcie przestają być „kimś takim jak my”, a zaczynają funkcjonować jako odrębna kategoria, niemal „inna grupa”, trudna do utożsamienia, a to zmienia sposób, w jaki są postrzegani.
Konsumenci zaczynają dostrzegać, że ten model komunikacji opiera się na budowaniu poczucia braku: „nie masz tego, więc jesteś gorsza”. De-influencing jest odpowiedzią na ten mechanizm. To próba odzyskania kontroli nad własnymi decyzjami zakupowymi, ale też nad własnym dobrostanem psychicznym. Użytkownicy coraz częściej wybierają treści, które nie wywołują presji porównywania się, nie narzucają potrzeby ciągłej konsumpcji i nie budują poczucia niedoskonałości.
Jednocześnie rośnie znaczenie opinii ludzi podobnych do nas, o zbliżonych możliwościach i stylu życia. Zaufanie przesuwa się z góry piramidy do jej podstawy. To, co obserwujemy, możemy określić jako zmianę struktury wpływu, z pionowej na bardziej sieciową. De-influencing nie polega więc wyłącznie na mówieniu „nie kupuj”, lecz także na odrzuceniu systemu, w którym ktoś inny definiuje, co powinno być dla nas ważne.
I być może po raz pierwszy od dawna, to konsument - człowiek - zaczyna odzyskiwać swój głos.